Skip to content

Lenin powiedział kiedyś to słynne zdanie, które widnieje w tytule. Słusznie? Możemy się sprzeczać. Niewątpliwie jednak wiedza to coś, czego wydaje się nigdy za wiele. Choć jest i taka, której za wiele może być zdecydowanie, o czym pewnie nie raz czytaliście w jednym z poczytnych kryminałów.
Dziś kilka słów o wirtualnym alkomacie, bo zdarza się, że pacjenci zadają mi takie pytania. Czy to skuteczne? Próbować? Czy mógłbym się tym leczyć? Zawsze odpowiadam jednym zdaniem: wszystko, co może Ci pomóc, jest warte spróbowania. Uzależnienie alkoholowe to dramatyczna walka z samym sobą. Dlaczego by nie spróbować z pomocą wszechobecnego Internetu?
Zatem jeśli chcemy spróbować kontrolować swoje picie przez coś takiego, nie jest to zły pomysł. Wpisujemy dane, obliczamy i wiemy ile będziemy trzeźwieć. Jednak w stadium nałogu alkoholowego na niewiele się to zda. W takich wypadkach trzeba rzucić i zapomnieć. Dlatego – UWAGA! UWAGA! TREŚĆ MORALIZATORSKA! - jeśli nie jesteście jeszcze w takim stanie, nie bądźcie nigdy!

Oj tak, już słyszę te wszystkie głosy sprzeciwu. „No i włączyła mu się lekarska gadka o umiarze”. Ale nie, serio. Nie ma to nic wspólnego z tym, że jestem lekarzem. No, może trochę. Chciałem wam bowiem – przez ten umiar, to jasne – dać do zrozumienia, że jest szansa, abyście sprawdzili samych siebie.
Na co dzień mam do czynienia z ludźmi, którzy stracili kontakt z rzeczywistością. I nie mówię tutaj o tym przyjemnym uczuciu, gdy alkohol płynie w żyłach, a świat zaczyna wyglądać inaczej. O nie, u nich to zupełnie przygaszone spojrzenie i powolne umieranie, któremu staram się stanąć na drodze. Do czego zmierzam?
Do umiaru, rzecz jasna. A właściwie do miary. Bo w życiu najważniejsze to miarę wszystkiego mieć. Dlatego zachęcam was nie do tego, abyście przestali pić, bo dla ludzi jest wszystko, ale do tego byście przeliczyli kalorie na kilogramy i promile. Jak? Prostym sposobem jest skorzystanie z kalkulatora promili. Dzięki temu mniej więcej oszacujecie ile możecie wypić. Proste?